Od czegoś trzeba zacząć. Początki są trudne. Pierwsze koty za płoty. Komu w drogę, temu czas. Etc. Dzień urodzinowy wydaje się jak najlepszy, żeby pierwsze lody przełamać! Zatem przełamuję. Dzień uczczony tabliczką gorzkiej czekolady, chorobą tropikalną objawiającą się wysoką gorączką i bólem brzucha, ale też lampką (ok, ćwiartką szklanki - z braku lampek w tymczasowym mieszkaniu) średnio dobrego różowego wina, które stanowić miało w moim mniemaniu namiastkę szampana. Mniemanie to uleciało z pierwszym łykiem, ale nie szkodzi. Dziś odpuszczam sobie wszystkie winy, bo któż inny może mi to uczynić, jeśli nie ja. Czczenie urodzin, świąt i symbolicznych rocznic nie jest moją najmocniejszą stroną. Zawsze wydawało mi się mocno przesadzone udawanie, że nagle nadszedł jakiś dzień przełomowy, od którego wszystko już jest i będzie inaczej. Nigdy inaczej nie jest i pewnie nie będzie. Ot, starzenie się. Na urodziny więc świeczek dziś nie mam, ale mam pierwszego posta. Niech choć obrazek będzie tematyczny i słodki jak wegański lukier;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz